|

Kiedy jego nauka u franciszkanów dobiegła końca, ojciec Wincentego
sprzedał parę wołów, żeby opłacić synowi studia w Tuluzie. Ks.
Wincenty za wszelką cenę chciał zrobić karierę - uważał, że w ten
sposób pomoże swojej rodzinie.
“Prawdziwe ubóstwo nie polega na tym, by
nic nie posiadać, lecz na tym, by mieć do tego dystans.”
Udało mu się zdobyć tytuł magistra teologii. Sądził, że ułatwi mu to
nominację na proboszcza jakiejś bogatej parafii. Jego pragnienie
zrobienia kariery było tak wielkie, że przez dłuższy czas ścigał
człowieka, który sprzeniewierzył jego pieniądze. W ten sposób
znalazł się na statku płynącym z Marsylii do Narbonne. Na łódź
napadli tureccy piraci. Po krótkiej walce pojmali załogę i
pasażerów, a następnie sprzedali ich muzułmanom w Tunisie jako
niewolników. Wincenty w ciągu dwóch lat miał czterech panów. Ostatni
z nich pod wpływem Wincentego nawrócił się i postanowił przyjąć
chrześcijaństwo. Uciekł więc z Wincentym do Rzymu, gdzie przyjął
chrzest.
„Sercem nie można służyć za pieniądze,
sercem służy się za darmo, bezinteresownie”
Wincenty zaś, powrócił do Francji, gdzie został kapelanem Galer
Królewskich. Galery miały wioślarzy, którzy przykuci do wioseł
odbywali kary za różne przestępstwa. Nieraz do końca życia siedzieli
pod pokładem w straszliwych warunkach. Wincenty, który sam był
wcześniej niewolnikiem, rozumiał ich dolę. Często podkreślał, że
biedni i nieszczęśliwi są jak Chrystus i jak Chrystusowi należy im
służyć.
„Człowiek własną pracą i wysileniem do
wszystkiego dojść może.”
Jednak posługa dla Galer Królewskich nie była stworzona dla ks.
Wincentego. W liście do kardynała napisał, że czuje w sobie
wewnętrzne wymaganie Boże udania się na prowincję i oddania się
służbie i nauczaniu prostych chłopów. Kardynał zgodził się i
mianował Wincentego proboszczem parafii Chatillon les Dombes. |